Być może wolność i niepodległość jest już dla nas czymś tak banalnym i oczywistym, że nie widzimy jakiejś szczególnej potrzeby świętowania rocznicy tego wydarzenia. Ot, kolejny wolny dzień od pracy, który można poświęcić na zrobienie w domu tego, czego nie zdążyliśmy zrobić w sobotę. Być może jest też tak, że jeszcze nie przyzwyczailiśmy się do tego, by dni naszych świąt narodowych przeżywać wspólnie w grupie. By czuć się częścią Narodu.
Być może jest jeszcze tak, że z czasów słusznie minionych pamiętamy te uroczystości przebiegające według schematu: obowiązkowe przemówienia, składanie kwiatów i program artystyczny w wykonaniu uczniów z jakiejś „podstawówki”, gdzie marzyliśmy tylko o jednym: by się to jak najwcześniej skończyło.
Być może, po części każda z tych przyczyn, powoduje, że świętowanie kolejnej rocznicy odzyskania Niepodległości w naszym lokalnym środowisku jest wydarzeniem, które gromadzi coraz mniej ludzi. Bo gdyby odliczyć tych, którzy byli „służbowo” od tych, którzy byli, bo chcieli, to tych drugich było o połowę mniej. A szkoda. Każdy z nas oglądając filmy o amerykańskim święcie niepodległości zapewne zastanawia się, dlaczego u nas tak nie można świętować? W atmosferze radości. Oczywiście, między 4 lipca a 11 listopada jest różnica daty i temperatury, ale przecież chyba można spróbować zrobić coś, co nie będzie tylko powielaniem schematów rodem z PRL? Może, skoro to, co organizuje GOK, nie jest szczytem marzeń, spróbować coś zmienić? Ustalić jakiś w miarę sensowny budżet na obchody Święta Niepodległości i ogłosić konkurs dla organizacji pozarządowych. Może impreza zorganizowana przez jakieś działające w naszej Gminie stowarzyszenie byłaby ciekawsza? Może warto spróbować? Może nie wszystko musi być takie swojskie, przaśne i aż do bólu przewidywalne. Może taki dzień, jak Święto Niepodległości, kiedyś będzie czymś pięknym. I pamiętanym.
Galeria zdjęć:
